W mazurskim gospodarstwie panuje niebywały porządek. Wspaniale prezentuje się ogród-bardzo dobrze urządzony i zadbany. Rośnie tu prawie 130 gatunków i odmian drzew, krzewów oraz rozmaitych bylin. Właściciele chcieli tu stworzyć prawdziwą, ziemiańską posiadłość.

 

Niecodzienne, osiemdziesięcio- hektarowe gospodarstwo rolnicze znajduje się niedaleko Giżycka. Wy­specjalizowane w tuczu świń, rozwija się bardzo dynamicznie. Właściciel Jerzy Banach przejął gospodarstwo po ojcu – człowieku o duszy praw­dziwego ziemianina – i kontynuuje jego dzieło.

 

Trudne początki

 

Po wojnie poniemieckie gospodar­stwo zostało zasiedlone przez repa­triantów zza Buga. Pięć rodzin gospo­darowało w nim na zasadzie współ­własności. Wspaniały majątek zamie­niał się w ruinę, gdyż rodziny nie mo­gły umówić się co do remontu bu­dynków. Każdy ze współwłaścicieli na własną rękę dobudowywał do go­spodarskich zabudowań różnego ro­dzaju „dostawki”. W rezultacie gospo­darstwo upadało. Ponad trzydzieści lat temu Ireneusz Banach, ojciec dzisiej­szego właściciela, odkupił od jednego z właścicieli pierwszy udział we współ­własności. Jego marzeniem stało się przywrócenie świetności gospodar­stwa. Systematycznie odkupywał ko­lejne jego części, remontował i rozbu­dowywał zabudowania, urządził nowoczesne chlewnie, wszędzie zapro­wadził poznański porządek.

 

Typowy ogród przydomowy po­stanowił przekształcić w ozdobny. Za­czął od posadzenia żywopłotu, który rośnie do dzisiaj. Prace musiał prze­rwać z powodu powypadkowej kon­tuzji. Do ćwiczeń i spacerów podczas długiej rekonwalescencji służyła ścież­ka w ogrodzie, przypominająca nieco bieżnię stadionu.

Ale mimo zapału i włożonej pracy pan Ireneusz nie był zadowolony z powstającego ogrodu. Ostatecznie wykonanie projektu i urządzenie ogrodu powierzył fachowcom. Było to w roku 1986. Wkrótce na żyznych, brunatnych glebach zaczęły kwitnąć różne gatunki roślin.

 

Zmiany objęły też gospodarstwo. Podwórze, zamknięte z jednej strony budynkami gospodarczymi ustawio­nymi w podkowę, z drugiej zaś do­mem, zamieniono w dziedziniec. Na jego nawierzchni, do tej pory przy­pominającej klepisko, założono owal­ny trawnik, a pod murami chlewni posadzono krzewy ozdobne. Funk­cje gospodarcze pełnią tereny od ze­wnętrznej strony budynków. Gospo­darstwo przecinały drogi gminne: jedna przechodziła przez podwórze, druga tuż przy granicy ogrodu. Po długiej walce z urzędami udało się je przenieść, dzięki czemu można było lepiej zagospodarować dziedziniec i powiększyć ogród.

 

Zadrzewienia śródpolne

 

Dziś droga gminna przebiega wzdłuż zewnętrznej granicy ogrodu tuż przy żywopłocie. Wzdłuż grani­cy ogrodu, za drogą, posadzono sze­roki pas rodzimych drzew i krze­wów, takich jak: dąb, grab, brzoza, leszczyna, bez czarny, dereń świdwa czy róża polna. Pas ten osłania ogród od wiatrów, stwarza poczucie intym­ności. Stanowi też świetne tło dla nie wyrośniętego jeszcze ogrodu. Owo­ce krzewów i drzew kuszą stada pta­ków, które z tej stołówki korzystają aż do wiosny. Drzewa posadzono w specjalnie wykopanym rowie. Gromadzi się w nim woda z opadów i roztopów, dzięki czemu rośliny le­piej rosną. Właściciel chce powtó­rzyć ten pomysł, tworząc sieć zadrzewień śródpolnych na obszarze całego gospodarstwa.

 

Schemat tych przyszłych nasadzeń przedstawia rysunek 2. Jest to mo­duł powtarzany rytmicznie na całej długości zadrzewień. W otwartych polach uprawnych zadrzewienia te­go typu wyhamowują prędkość wia­trów, zapobiegają erozji gleby i jej wysychaniu oraz zmniejszają odpływ wody z pól, sprzyjają też osiedlaniu się ptaków i drobnych zwierząt.

 

Przestrzeń ogrodu

 

Ogród ozdobny – dzięki przesu­nięciu drogi gminnej i przyłączeniu sadu – ma prawie 5000 m2. Otacza dom od wschodu, południa i zacho­du. Wzdłuż niemal całej granicy ogro­du ciągnie się grabowy żywopłot, po­sadzony – tak jak i widoczne na zdjęciach modrzewie – jeszcze przez ojca pana Jerzego. Tylko przy wjeź­dzie na dziedziniec zamiast żywopło­tu ustawiono płot z desek. W cieniu rosnącego tam ogromnego kaszta­nowca podczas największych upałów wypoczywają domownicy. Niewiel­ki ogródek przed frontem domu od­dzielony jest od dziedzińca niskim ży­wopłotem z ligustra.

Istniejące ukształtowanie terenu niekorzystnie odbijało się na wyglą­dzie ogrodu. Postanowiono pozbyć się lekkiego wzniesienia w centralnej części ogrodu, a ziemi z wykopu użyć do innego wymodelowania jego po­wierzchni. W efekcie powstały dwie dolinki. Pierwsza, przylegająca do południowej ściany domu, pełni funk­cje reprezentacyjne. Zamykają ją ta­rasy ujęte w palisady z podkładów kolejowych i obsadzone nieregularne krzewami i bylinami. Centrum zaj­muje trawnik. Kwatery z roślinami zakomponowanymi w grupy i pali­sada zasłaniają ścieżkę-obwodnicę, pozostałość starego układu. Całość wspaniale prezentuje się z oddali. Druga dolinka podzielona jest na dwie części: w jednej urządzono tra­wiasty plac zabaw dla dzieci, w dru­giej – miejsce na ognisko i grill. Osła­nia ją wzniesienie usypane z ziemi pochodzącej ze zlikwidowanych nie­równości. Zimą stanowi ono dodat­kową atrakcję dla dzieci, które z za­pałem zjeżdżają z niego na sankach.