,,Na wszystko wydaliśmy mniej niż kosztowałoby to w budownictwie spółdzielczym. A w gipsie mieszka się jak w przysłowiowym uchu” – mówią państwo P.
Mieszkanie na dom
Państwo P. z dwiema córkami mieszkali w bloku. Mieszkanie miało 47 m2. Zaoszczędzone pieniądze przeznaczyli na budowę domu. Miał stanąć na kupionej wcześniej działce o powierzchni 720 m2, prawie w pełni uzbrojonej.
Od chwili podjęcia decyzji, wiedzieli, czego chcą. Przyszły dom jednorodzinny miał być podpiwniczony, z sypialniami na piętrze. Wybrali gotowy projekt, który z grubsza odpowiadał ich wymaganiom. Z grubsza, gdyż – jak powiadają – dom nie najlepiej pasował do działki, poza tym nie miał tarasu, balkonów, dach był za płaski… Podobał im się jednak układ funkcjonalny, co uznali za bardzo istotne. Zmiany w elewacji łatwo było wprowadzić. Zakładali, że pieniądze, które mieli, pozwolą na zbudowanie stanu surowego domu i ewentualnie wykończenie parteru. Skrycie liczyli, że może coś uda się zrobić taniej.
Z gipsu taniej
Dwa, trzy lata temu na robociznę stanu surowego takiego domu, bez dachu, w technologii tradycyjnej trzeba było przeznaczyć 150 min zł. Na początku 1993 r. Pan P. rozpoczął poszukiwania.
Na wystawie budownictwa w Warszawie zainteresowały go pustaki gipsowe. Od producenta z Grodziska Mazowieckiego uzyskał wiele potrzebnych informacji, dostał broszurę pokazującą, jak budować domy z pustaków, a także adresy domów wykonanych z gipsu.
Najpierw, w 1993 r„ kupił 1500 pustaków po 20 tys. zł. Transport miał własny. Gips do wypełniania spoin kupił od producenta w Gackach koło Pińczowa za 4 min zł. Za wykopy fundamentowe i betonowanie zapłacił 5 min zł. Dom miał być podpiwniczony tylko częściowo, ale kiedy wykonano już ściany fundamentowe, pan P. zmienił zamiar. Wykop powiększono, a ziemię z piwnicy wykorzystano do budowy skarpy. Przydała się też do zasypania wszystkich późniejszych odpadów, przede wszystkim z gipsu. Było ich najwięcej, bo pustaki trzeba było dopasowywać do wymiarów budynku.
U sąsiada budowali górale. Na budowę ściągnęli pięciu swoich znajomych.
„Mieli pojęcie o budownictwie, błyskawicznie wykonali fundamenty. Ale gips ich przestraszył. Mnie trochę też” – mówi pan P. i dodaje: „jeśli inwestor ma smykałkę, powinien zapoznać się z wymaganiami technologii i z dwoma lub trzema pomocnikami może stawiać ściany”. Tak też zrobił. Wytłumaczył robotnikom, na czym polega budowanie z pustaków, różniące się od zwykłej murarki. Jest to raczej montaż. Pierwsza warstwa musi być ułożona bezbłędnie. Najważniejsze jest utrzymanie poziomu. Nie jest to trudna praca, ale nie znosi fuszerki. Górale postawili ściany zewnętrzne (dwie kondygnacje) w ciągu 4 dni.
Pan P. zbudował dom szybko i tanio. Bezpieczniej, rzecz jasna, jest korzystać z usług doświadczonych i sprawdzonych rzemieślników. Zwłaszcza gdy nie ma się pojęcia o budownictwie. Inwestor przekonał się o tym podczas krycia dachu.
Obraz na gipsowej ścianie
Ściany z gipsu pomalowano od zewnątrz specjalną farbą (podkład – Ahydrosil, farba – Sarsil BS) bez krycia tynkiem. Również i od wewnątrz nie trzeba tynkować ścian. Pan P. zastosował tu suche tynki. Tylko ścianki działowe i przegrody kominowe otynkował w tradycyjny sposób. Cegłę wybrał ze względu na przewody kominowe, które nie powinny sąsiadować z elementami gipsowymi.
„Ze ściany gipsowej obrazy nie spadną. Trzymają się lepiej niż na ceglanej. Dużo łatwiej je zawiesić. Nie trzeba wiercić otworów, po prostu wbija się gwoździe, najlepiej mosiężne, bo nie rdzewieją” – wyjaśnia pan P.
Ciepło od podłogi
„Zdecydowałem się na podłogowe ogrzewanie elektryczne. Urządzenia i instalacje były znacznie tańsze niż w jakimkolwiek innym systemie”- wspomina pan P.
U producenta zamówił komplety przewodów dostosowane do konkretnych pomieszczeń z korytarzem i klatką schodową włącznie. Montaż na stropie, dzięki instrukcji, był bardzo prosty.
Państwo P. przezornie zrezygnowali z posadzek drewnianych. Na dole położono terakotę, na piętrze wykładzinę dywanową.
Dzięki drugiej taryfie opłat za prąd koszt ogrzewania domu (180 m2) oraz opłaty za wodę i oświetlenie nie przekraczają miesięcznie 4 min zł. Gospodarze są zadowoleni. Sąsiedzi płacą znacznie więcej.
Złote rączki nie wystarczą
„Z czego jestem niezadowolony?” – powtarza pytanie Pan P. „Teraz wszystko jest w porządku, ale dach, a właściwie pokrywanie go przebiegało dramatycznie. Ponieważ zaoszczędziłem na ścianach i ogrzewaniu, chciałem, żeby dach był z dobrego materiału. Wybrałem szwedzką blachę. Jednak i tu chciałem trochę zaoszczędzić i obróciło się to przeciw mnie.”
Żeby było taniej, właściciel zlecił roboty dekarskie rzemieślnikom, którzy budowali dach. Zapłacił niedużo, ale luksusowy dach miejscami przypominał sitko. Okazało się, że mocując blachę za pomocą prostych wkrętów można też wszystko popsuć. Robotnicy albo pomagali sobie młotkiem, albo montowali wkręty pod złym kątem. Sympatyczni skądinąd dekarze wstydzili się później swego dzieła. „Zabrakło skupienia” – tłumaczyli. Przykład ten dowodzi, że nowoczesne budownictwo, choć pozornie proste, wymaga jednak profesjonalnego podejścia.
Czujność popłaca
Roboty wykończeniowe to ogromne pole do popisu inwestora z fantazją. Ale jest to skarbonka bez dna. Pan P. zbudował marmurowe schody, bo były dwukrotnie tańsze od drewnianych. Sam kładł wykładziny dywanowe i tapety. Z odpadów styropianu zrobił ozdobny sufit.
„Nie wszystko trzeba robić własnoręcznie, ale we wszystkim trzeba uczestniczyć. Kiedyś mówiło się, że pańskie oko konia tuczy. Gdy się buduje dom, to się sprawdza co krok” – konstatuje.
To, że stan surowy zrobiono znacznie taniej niż przewidywano, jest niewątpliwą zasługą Pana P., który ciągle poszukiwał najlepszych rozwiązań. Dzięki temu w niespełna półtora roku powstał dom na miarę najśmielszych marzeń. Wykończony przyzwoicie, bez porównania lepiej niż mieszkanie spółdzielcze. Na przygotowanym już tarasie państwo P. dobudują oranżerię, która będzie połączona z salonem.